Przekaż 1.5% podatku Psiej Ekipie, KRS 0000697348

Amper: historia, którą odmienił jeden dom

To naprawdę jest cud. I to słowo wraca do nas za każdym razem, gdy myślimy o Amperze. Pies, którego adopcja graniczyła z niemożliwym — tak bardzo chory, tak bardzo wymagający, że znalezienie dla niego domu wydawało się wyzwaniem ponad siły. A jednak ten cud się wydarzył — i ma na imię Ania.

Ania Prochot i jej rodzina pokochali Ampera takim, jakim jest: z całym jego „dobrodziejstwem”, ze wszystkimi problemami, ograniczeniami i trudnościami. Otworzyli dla niego serce jeszcze zanim go zobaczyli. Wystarczyła pierwsza rozmowa telefoniczna — pełna niepewności, odrobiny strachu, ale też czegoś, co było wyczuwalne od razu: zdecydowania i miłości do psa, którego nawet jeszcze nie znali.

Do dziś, gdy wracamy myślami do tej historii i jej szczęśliwego zakończenia, które wydarzyło się już jakiś czas temu (choć dopiero teraz o nim piszemy), wciąż mamy dreszcze i łzy w oczach. Bo to się naprawdę udało. Amper żyje. Jest szczęśliwy. Ma bezpieczny dom, rodzinę wokół siebie, psie i kocie towarzystwo. Jest psem, który nie różni się niczym od innych — cieszy się życiem, korzysta z niego pełnymi łapami i daje z siebie ogrom radości.

To wszystko wydarzyło się dzięki wspaniałym ludziom, którzy na zawsze pozostaną naszymi bohaterami. Taka adopcja zasługuje na ogromne uznanie — nasze i wszystkich, którzy pamiętali Amperka, trzymali za niego kciuki i wiedzieli, jak trudne będzie znalezienie dla niego domu.

Aniu, Krzyśku — dziękujemy Wam z całego serca. Za to, że odmieniliście los Ampera, ale też za to, że przywracacie wiarę w ludzi. Pokazujecie, że nawet wtedy, gdy coś wydaje się beznadziejne, wystarczy kilka składników: miłość, odwaga i otwarte serce, by wydarzyło się coś naprawdę pięknego.

Za to piękno, które w sobie macie — bardzo Wam dziękujemy.